Moja mała winnica :)
Na wsi naszej kochanej zdarzają się też przyjemne zaskoczenia :) Jedna ze ścian domu porośnięta jest winem. Właśnie nadszedł czas zbiorów, gęste, soczyste kiście, aż prosiły by się nimi zaopiekować. W stodole wyszperałam sporą, drewnianą drabinę, w całkiem niezłym stanie na szczęście. Wzięłam wiaderko niewielkie, po oborniku bydlęcym :P (podsypywałam z niego moją miejską działeczkę) i zaczęłam się wspinać. Prawdę mówiąc nie wiem co mam z tą rośliną zrobić, bo pod liśćmi odkryłam przerażającą plątaninę starych i młodych konarów. Nie widać zupełnie który jest do wycięcia, a z którego 2 km dalej rośnie piękny zielony pęd, oblepiony owocami. No nic, później nad tym pomyślę. Na razie uśmiechają się do mnie kiście :) Ledwo wyciągnęłam rękę, a moje wiadereczko wypełniło się po brzegi. Aha :) Wyszperałam jakąś reklamówkę, która również wypełniła się jeszcze przed przestawieniem drabiny, kurde tak to się bawić nie będziemy, potrzebuję większego kalibru. W urządzonej w stodole drewutni widziałam wielki kosz na drewno, Jest! :) Teraz moje gówniane wiadereczko ( w przenośni i dosłownie ;P) przyda się, ale do wypełniania kosza właściwego. Po godzinie byłam zaszokowana i zadziwiona plennością moich przydomowych krzaczorów :) Ależ będzie fajne winko :)
Tomasz trochę zbaraniał kiedy zrobił sobie przerwę od kucia, wylazł na podwórko i zobaczył wielki kosz rodem z winnicy. Był upał, on od kilku godzin walił młotem w ściany więc rzucił się na te soczystości nie zważając na moje protesty, że niemyte. Zabawnie wyglądał :) Sok kapał mu po brodzie, a on sam co rusz wydawał z siebie: Ależ soku! Jakie słodkie...
Mam nadzieję, że po tym incydencie nie będzie chciał wycinać winogrona, chociaż uporządkowania na pewno wymaga.
Tomasz trochę zbaraniał kiedy zrobił sobie przerwę od kucia, wylazł na podwórko i zobaczył wielki kosz rodem z winnicy. Był upał, on od kilku godzin walił młotem w ściany więc rzucił się na te soczystości nie zważając na moje protesty, że niemyte. Zabawnie wyglądał :) Sok kapał mu po brodzie, a on sam co rusz wydawał z siebie: Ależ soku! Jakie słodkie...
Mam nadzieję, że po tym incydencie nie będzie chciał wycinać winogrona, chociaż uporządkowania na pewno wymaga.
3 rzuty winogronowej ściany
Przy okazji pomocny sąsiad się załapał na fotkę. W sumie dziwi mnie, że zostałam tak dobrze (póki co ;P) przyjęta jako "nowa". Jak dotąd po prostu mogę na nich liczyć. Jeden pomoże załatwić pana do skoszenia posesji, drugi da namiary na szambiarza, trzeci obserwuje kto się po terenie kręci i uprzejmie donosi :) No fajnie, a spodziewałam się gburowatości i dużego dystansu:)
A miazga już sobie pyrka
Robi karierę :)
OdpowiedzUsuń