Jak w kalejdoskopie
Wizyty 2 niezależnych fachowców wywróciły nam plany do góry nogami. Byliśmy zdecydowani na iniekcję krystaliczną, by zapobiec wracania do tematu wilgoci w późniejszym terminie, gdy już ściany i podłogi będą porobione na cacy. Wydatek niemały, ale wydawało nam się, że to się opłaci.
Niestety (lub stety) 2 budowlańców połaziło, poskrobało w ściany, w belki i w efekcie nadoradzali właściwie to samo. Osuszania na razie nie robić - szkoda kasy, mury są suche. Wymienić kilka (może ze 3) krokwi, przełożyć dachówki, kominy - podstawa! i to od podstaw, rozebrać, postawić nowe, no i przyłożyć się do podłóg. Początkowo mieliśmy plan wszystko robić sami, ale jeden z naszych fachowców (właściciel firmy budowlanej) doradził, że taniej (o ironio) wyjdzie zamówić ekipę, która za 30 zł od metra zrobi nam wylewki,, najwyżej położymy sami styropian i ekipa znowu nam to zaleje. Wydaje się to bez sensu, ale wliczając koszty zakupu narzędzi potrzebnych do wykonania tych prac, w efekcie wyszłoby drożej własnoręcznie. Może i chłop ma rację.
Z przydatnych porad: podkopać od zewnątrz mur i sprawdzić na jakiej głębokości dom siedzi, by dostosować ewentualną rozbudowę poddasza do możliwości budynku.
Okazało się że popękane ściany, które odkryliśmy pod zbitym tynkiem, to działówki zupełnie odrębne, nawet nie są połączone z konstrukcyjnymi ścianami budynku i pęknięcia nie mają właściwie żadnego znaczenia. Super! :) Jedna mała ścianka jest tylko do odbudowania, bo ledwo się trzyma, a warto żeby jednak była, jeśli ma oddzielać kuchnię od pokoju.
Myślę, że bardzo cenną informacją była kolejność robót. Na strychu mamy jakby wstawione murowane pomieszczenie włącznie z sufitem/daszkiem. Planowaliśmy je kiedyś rozebrać, a dowiedzieliśmy się, że trzeba je rozebrać zanim zrobimy na dole ściany i sufity, bo gdybyśmy rozebrali je na końcu, to odciążone rozebraniem belki podniosłyby się i nasze nowo zrobione pomieszczenia mieszkalne pokryłyby się pęknięciami. O tym nie pomyślałam :)
Niestety (lub stety) 2 budowlańców połaziło, poskrobało w ściany, w belki i w efekcie nadoradzali właściwie to samo. Osuszania na razie nie robić - szkoda kasy, mury są suche. Wymienić kilka (może ze 3) krokwi, przełożyć dachówki, kominy - podstawa! i to od podstaw, rozebrać, postawić nowe, no i przyłożyć się do podłóg. Początkowo mieliśmy plan wszystko robić sami, ale jeden z naszych fachowców (właściciel firmy budowlanej) doradził, że taniej (o ironio) wyjdzie zamówić ekipę, która za 30 zł od metra zrobi nam wylewki,, najwyżej położymy sami styropian i ekipa znowu nam to zaleje. Wydaje się to bez sensu, ale wliczając koszty zakupu narzędzi potrzebnych do wykonania tych prac, w efekcie wyszłoby drożej własnoręcznie. Może i chłop ma rację.
Z przydatnych porad: podkopać od zewnątrz mur i sprawdzić na jakiej głębokości dom siedzi, by dostosować ewentualną rozbudowę poddasza do możliwości budynku.
Okazało się że popękane ściany, które odkryliśmy pod zbitym tynkiem, to działówki zupełnie odrębne, nawet nie są połączone z konstrukcyjnymi ścianami budynku i pęknięcia nie mają właściwie żadnego znaczenia. Super! :) Jedna mała ścianka jest tylko do odbudowania, bo ledwo się trzyma, a warto żeby jednak była, jeśli ma oddzielać kuchnię od pokoju.
Myślę, że bardzo cenną informacją była kolejność robót. Na strychu mamy jakby wstawione murowane pomieszczenie włącznie z sufitem/daszkiem. Planowaliśmy je kiedyś rozebrać, a dowiedzieliśmy się, że trzeba je rozebrać zanim zrobimy na dole ściany i sufity, bo gdybyśmy rozebrali je na końcu, to odciążone rozebraniem belki podniosłyby się i nasze nowo zrobione pomieszczenia mieszkalne pokryłyby się pęknięciami. O tym nie pomyślałam :)
Komentarze
Prześlij komentarz