Orkan Ksawery - Siła zniszczenia

W czwartek przez Polskę przeleciał Ksawery... Było strasznie, drzewa spadały na samochody, na linie energetyczne, na domostwa. Wyrywał dachy i ogrodzenia... nie oszczędził niestety i mnie :(
Spędziłam ten czas w Opolu, w mieście bojąc się jedynie ogromnego kasztana miotanego tuż przy naszej kamienicy, ale czułam że u mnie na wsi coś się wydarzy, że mój stary dom tego nie zniesie.
Pojechałam do siebie dopiero w sobotę. Początkowo, prócz wyrwanego ogrodzenia,  niczego nie zauważyłam. Z jabłonki osypała się znowu tona jabłek, więc zajęłam się zbieraniem. Myślę, że spokojnie było tam dziś z 80 kilo, wcześniej z setkę zebrałam. Przerabiamy... przerabiamy. Wino jabłkowe, słoiki z musem na zimowe szarlotki, naleśniki z jabłkami, placuszki jabłkowe, ciasto dla odmiany z jabłkami :) ryż pieczony z jabłuszkiem i kompocik i jaglanka z jabłkiem.... jabłka, jabłka, wszędzie jabłka :) :) Są pyszne, świetnie się rozgotowują więc jeszcze nie mam dość, no może przerabiania :) A ja to cudo chciałam wyciąć :) bo mi stoi za blisko domu, bo taras tam chciałam :) Nawet nie wiem co to za odmiana, ale stara na pewno i czarnieją :) a to rzadkość w obecnych czasach modyfikowanych i ulepszanych jabłek. No mniejsza z tym. Pozbierałam płot, sznurkiem przywiązałam ;P Się trzyma :) Czołgając się prawie pod drzewem (zdecydowanie trzeba je przyciąć ;P ) natknęłam się na kupkę potłuczonych dachówek. Zgłupiałam... Skąd one tu???  Dodam, że nie leżały pod samym domem. Pierwsza myśl wiatr rozwalił ledwo trzymający się komin i spadając rozwalił dach... ale jak? Nie leżałyby dachówki na kupce kawałek od domu! Podniosłam głowę, nic nie widzę, zrobiłam parę kroków w tył... i DZIURA! O cholera! Stałam tak chwilę z rozdziawioną gębą, bo jakoś nie mogłam załapać co tu się wydarzyło. W końcu pognałam na strych. Pokonując ostatnie stopnie zaczęła dopadać mnie słabość. Zamiast panującego tam zwykle mroku wyłaniać zaczęła się złowieszcza jasność... Bałam się spojrzeć w górę. Spojrzałam, zobaczyłam niebo :( Dziwne uczucie. to mój dom, z wielką dziurą przez którą wdziera się padający ostatnio bez przerwy deszcz. Oczywiście stało się to nad częścią, w której położyłam tynki, na suficie podwiesiłam płyty... a teraz woda wdziera się do środka zalewając to wszystko :( Dziwne uczucie... Smutek :( ... i bezsilność...





Komentarze

Popularne posty