Naprawa drewnianego płotu i kłopoty z zakładem energetycznym
Płotecek na snurecek :) czyli noworoczne naprawy gospodarskie, bo się płotu coś poległo :).
Nieco prowizoryczne, ale krawiec kraje jak mu materii staje.
Wpadłyśmy z Elą nieprzygotowane na taką okoliczność.
No i jak to mówią: to co w Nowy Rok, to przez cały rok, no to będziem łatać :)
Podobno dzień wcześniej było wszystko ok, a 1 stycznia dwa przęsła płotu i to w 2 krańcach działki leżały, jak to możliwe? Stawiałam na sylwestrowych imprezowiczów, ale teraz myślę, że może zwierz jakiś kopytny, spłoszony wystrzałem wpadł na ogrodzenie, które pozostawia bądź co bądź wiele do życzenia :P, a potem w panice, że wyjść nie może powalił kolejne przęsło. O ile pamiętam jedno powalone było na ogród, a drugie na ulicę... ścieżynkę w sensie :)
Już miewałam sarny jakieś na ogrodzie, częstujące się jabłuszkiem, a w podzięce zostawiające produkty przemiany materii ;) Wtedy weszły tyłem, gdzie ogrodzenie jest niekompletne i szkód nie narobiły, ale też nie mały powodu do strachu. Zwykle cisza tam, że w uszach piszczy.
Rykowisko tuż za krzaczorami też bywało, znaczy bliskość ożywionej przyrody jest :)
Swoją drogą nie tylko w ogrodzie. W pozamykanym domu odkryłyśmy spore kupsko. Kuna jakaś czy inna cholera. Tylko jak tam wlazła i wylazła? :) Takie to ciekawostki z zadupia :)
Zima, roboty stoją oczywiście, trochę zaniedbane z braku czasu, komin , a raczej jego dolny metr z częścią chlebową, ciągle mokry, nie mam pomysłu co z tym zrobić, szambo i wodociąg odłożone na wiosnę i wieczne problemy z zakładem energetycznym, a to umowa zaginęła, a to opłata nie dotarła, a to licznik się cofnął, a teraz naliczyli normalną przeciętną opłatę przy stanie zużycia prądu za 3 miesiące = 4 kW
Komentarze
Prześlij komentarz