Gdy marzenia się spełniają...

Oto stało się. Po kilku latach poszukiwań, przeczesywania internetu i ogłoszeń o sprzedaży nieruchomości stałam się posiadaczką domu na totalnym zadupiu.
Koszmarnie daleko od miasta, na samym końcu wsi, dalej już tylko lasy, pola, sarenki, dziki i borsuki. Pewnie będą włazić mi na posesję i wyżerać  moje ukochane stare odmiany drzewek owocowych, które lada chwila mam zamiar sadzić. No chyba, że dokończę niekompletne ogrodzenie, ale mam podejrzenie graniczące z pewnością, że takie pierdoły jak dziurawy płot zejdą na dalszy plan w obliczu braku kanalizacji i wody pitnej :)
To się teraz zacznie jazda bez trzymanki :)
Oczywiście nie stać mnie było na wypasiony dom zrobiony na błysk, z marmurowymi posadzkami, nawet przeciętnie wyglądających drewnianych podłóg nie mam :) Prawdę mówiąc boję się zaglądać co jest pod wszechobecnym gumolitem. Pod stopami wyczuwa się przerażającą miękkość, przynajmniej w części pomieszczeń. Dobra, zajrzałam! - Rozpadająca się płyta wiórowa, jak ją zedrę pewnie odnajdę klepisko. To nic, wyleje się nową podłogę.
Boże, co ja zrobiłam :) Szalona optymistka :)
Ale skoro zostałam tym właścicielem ziemskim chyba nie mam wyboru, muszę w to brnąć.

W ogrodzie, za płaszczem z pokrzyw odnalazłam 2 (a może 3) krzaki czarnej porzeczki. Hurra! :) Idealnie dojrzała, zebrałam swoje pierwsze plony! :) Całe wiaderko po serze wypełnione zostało aromatycznymi kuleczkami. Pychota!
Samo zbieranie już tak przyjemne nie było. Pokrzywy dzielnie broniły swoich towarzyszek kąsając mnie przy tej operacji boleśnie. Kolonie mrówek, które przez te kilka lat nieobecności człowieka zdążyły najprawdopodobniej uznać ogród za swoje królestwo, przy każdym dotknięciu listka migrowały w zastraszających ilościach na moje przedramię i jak na zawołanie szczypały po 5-8 na raz. W życiu nie miałam tylu zwierząt na sobie. Momentami moja ręka robiła się czarna od tych maleńkich, ruchliwych istotek. Ale na wsi masz zamieszkać! Przyzwyczajaj się babo! :) 





Komentarze

Popularne posty